Sposoby na Zdrowe Dzieci. Jak budować odporność dziecka.

Czy ludzie mają infekcje pasożytnicze?
8 grudnia 2015
Wigilijny śledź w korzennych przyprawach
10 grudnia 2015
Pokaż wszystkie

Sposoby na Zdrowe Dzieci. Jak budować odporność dziecka.

Wielu z Was, pyta mnie co takiego robię, że moje dzieci praktycznie nie chorują? Jak buduję odporność dziecka? Ponieważ wokół słyszę nieustannie o falach chorób, które przechodzą przez szkoły i przedszkola, postanowiłam podzielić się z Wami moimi sprawdzonymi sposobami.

Wiele osób, z którymi rozmawiam, nie zdaje sobie sprawy, że odporność dzieci w znacznej mierze płynie od jelit. Nie możemy założyć, że np. urodziło nam się chorowite dziecko i nie da się z tym nic zrobić, albo że przecież to normalne że dzieci ciągle chorują. Nie zapominajmy, że każdy podany dziecku lek, wpływa niszcząco na jego organizm. Nie ma leków, które nie zapisują się historią w organizmie. Lekarze przepisują często antybiotyki bez namysłu, nie podejmując leczenia alternatywnego.

W naszej rodzinie praktykujemy kilka sposobów ( a może kilkanaście), które pomagają nam utrzymać zdrowie i dobre samopoczucie. Jestem przekonana, że jest ich znacznie więcej, ale te udało się dopasować do rytmu życia naszej rodziny. Oto one sposoby na dobrą odporność dziecka.

Zwracamy uwagę na to co jemy. Podstawowym problemem w żywieniu współczesnego człowieka, jest w mojej opinii wszechobecny cukier i gluten (znajdziecie je w gotowych surówkach, serach, wędlinach i wielu, wielu innych) i przetworzona żywność. Mają one niezwykle niszczycielski wpływ na organizmy nasze i naszych dzieci. Pamiętając o tym, staramy się na miarę naszym możliwości, ograniczać ich spożycie w naszym domu.

Słodkim posiłkiem u nas nigdy nie jest kolacja i rzadko jest nim śniadanie (cukru praktycznie nie używamy, ale mam tu na myśli miód czy bakalie, owoce). Jemy tylko pełnoziarniste wypieki (pieczywo sami wypiekamy). Zmniejszyliśmy radykalnie ilość używanej do gotowania soli. Zjadamy dwie skrzynki warzyw w tygodniu. Pilnujemy, aby do każdego posiłku było podane zawsze warzywo.

Unikamy konserwantów, glutaminianu sodu, mleka w proszku (obecnego prawie w każdej śmietanie, kefirze itp.), sztucznych barwinków i aromatów. To jest oczywiście trudne, większość gotowego jedzenia, dostępnego w sklepach została „ubogacona” przez wymienione powyżej składniki. Dlatego dużą część rzeczy/dań przygotowujemy od podstaw sami. To czasochłonne, ale warte poświęcenia. Wynagrodzeniem za poświęcony trud jest nie porównywalny z gotowcami smak potraw, niższy koszt ich wytworzenia, a przede wszystkim zdrowie członków rodziny.

Bardzo szybkim przepisem na pyszną zdrową szarlotkę na spodzie jaglanym dzielę się w filmiku:

Przekąski, temat rzeka. Szukamy ich jadąc na wycieczkę, do lekarza, do kina, do znajomych w gości, po niedzielnym obiedzie itd. W przekonaniu większości ludzi na tym świecie, jest to zazwyczaj coś słodkiego. Dawno temu załatwiliśmy tę kwestię w naszej rodzinie. Zlikwidowaliśmy szafkę, w której gromadziliśmy słodycze w myśl zasady „ czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Jeśli jest coś akurat na stanie, to dobrej jakości gorzka czekolada. Nie jadamy słodyczy na co dzień. Planując wycieczkę, wyjazd w gości i temu podobne sytuacje, pieczemy razowe drożdżówki z orzechami, warzywne muffiny, sałatkę owocową czy ciasteczka owsiane. Na wyciągnięcie ręki każdego z dzieci, znajdują się gotowe do zjedzenia owoce.

Bardzo rzadko zabieramy dzieci na zakupy spożywcze, są one wtedy wystawiane na zbyt wiele pokus. Jeśli już tak się zdarzy, zgadzamy się na drobne przyjemności, np: banan, orzechy, chrupki bez soli,cukru itp.

Kolejna sprawa to ruch. Dbamy o to, aby nasze dzieci miały możliwość przebywania jak najwięcej na świeżym powietrzu i uprawiały sport. Poza najmłodszą (3 lata), pozostała dwójka, dwa razy w tygodniu uczęszcza na treningi (piłka nożna, judo). Zachęcamy je też, do spędzania wolnego czasu jak najbardziej aktywnie. Nie posiadamy telewizora, dzieci mają ograniczony dostęp do komputera, nie posiadają własnych komórek, tabletów itp.

Włączamy do ich diety naturalną witaminę C oraz witaminę D3 w okresie zwiększonych zachorowań. To wszystko sprawia, że od 3 lat (od kiedy zrewolucjonizowaliśmy sposób żywienia w naszym domu), każde z trójki naszych dzieci chorowało tylko raz. Z katarów i zaziębień wychodzimy poprzez naturalne sposoby (syrop cebulowy, dodatkowa dawka witaminy C).

Jeśli chcesz się dowiedzieć jak smacznie i zdrowo gotować, kliknij w grafikę poniżej i pobierz bezpłatny PDF z przykładami posiłków na cały tydzień. Są tam też potrawy które kochają Nasze Maluchy.

Proszę podziel się tym artykułem ze swoimi znajomymi. Każdemu może się przydać. Jeżeli nie chcesz go udostępniać możesz go po prostu POLUBIC. Dziękuję Bardzo.

 

Autorką tekstu jest pani Sylwia Napieraj, która serdecznie zaprasza do jej sklepu www.uwolnijkuchnie.pl oraz bloga kulinarnego www.zmiloscidozycia.pl

Sylwia-Napieraj-2 Jestem szczęśliwą żoną i mamą trójki dzieci.

Trzy lata temu zaryzykowałam i przeprowadziłam rewolucję żywieniową w swoim domu.

Czy było łatwo? NIE. Czy są efekty? TAK.

Zjadamy 2 skrzynki tygodniowo warzyw i owoców. Nasza kuchnia jest kolorowa, pachnąca i prosta! Nareszcie wiem, że była to najlepsza decyzja w moim życiu! Piękno i smak tkwią w naturze i prostocie.

źródło zdjęcia:http://www.kobieta.pl/magia/wrozby-i-czary/zobacz/artykul/sennik-dziecko/ Dziecko, fot. Shutterstock.com

4 Komentarze

  1. ala pisze:

    U nas w domu jemy podobnie. Inaczej wyglada to w przedszkolu. Na przedszkolny jadlospis nie mamy wplywu. A czesto znajduja sie w nim takie kwiatki jak np serki danio, biale pieczywo, mleko uht, slodycze. Jak Pani sobie tym radzi?

    • Joanna pisze:

      Pani Sylwia: Stałam przed podobnym problemem w zeszłym roku, dwoje dzieci w szkole, jedno w przedszkolu. Fatalny catering: „grzesiek” na podwieczorek, kuleczki czekoladopodobne na śniadanie. W domu zdrowo, z dużym rozsądkiem wybierane posiłki. Postawiłam na rozwiązanie kompleksowe, choć czasochłonne, postanowiłam doprowadzić do zmiany cateringu w szkole i przedszkolu (była to na szczęście jedna instytucja). Znalazłam sobie najpierw jedną mamę (lekarza), która miała tożsame poglądy z moimi. Zorganizowałyśmy wykład na ten temat i poprosiliśmy rodziców o pomoc. Przez kilka tygodni szukaliśmy odpowiedniej firmy cateringowej, kilka odwiedziliśmy osobiście, aby zajrzeć nawet do ich spiżarni…Koniec końców, po pół roku zabiegów mamy nową firmę, która nie używa kostek rosołowych, piecze swoje wędliny, serwuje jaglanki, owsianki i piecze własne orkiszowe drożdżówki itd. Da się!!!

  2. MS pisze:

    Interesują mnie informacje zawarte w artykule.to wszystko prawda, dzieci powinny jeśc warzywa… podaje synowi i witaminę D i czystą witaminę C a i tak łapie infekcje w przedszkolu po kilku dniach pobytu. W domu się staram jak mogę, ale co z tego? W przedszkolu króluje pieczywo (i nutella i sklepowe dżemy) i makarony z cukrem (!!!!!!!) i wszystko co do picia podczas posiłku z białym cukrem. A Mały zajada bo w domu tego nie ma…. czuję, że to walka z wiatrakami….. może artykuł zainspiruje rodziców by w swoich domach coś zmienili, ale to nie jest tak, że wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

    • Joanna pisze:

      Pani Sylwia: Zgadzam się absolutnie, że niezbędna jest jedność posiłków zjadanych w domu i przedszkolu. Dzieci, które w domu nie mają na każdym kroku słodkich posiłków, rzucają się na słodkości serwowane poza domem. Trudno im się dziwić.
      stałam przed podobnym problemem w zeszłym roku, dwoje dzieci w szkole, jedno w przedszkolu. Fatalny catering: „grzesiek” na podwieczorek, kuleczki czekoladopodobne na śniadanie. W domu zdrowo, z dużym rozsądkiem wybierane posiłki. Postawiłam na rozwiązanie kompleksowe, choć czasochłonne, postanowiłam doprowadzić do zmiany cateringu w szkole i przedszkolu (była to na szczęście jedna instytucja). Znalazłam sobie najpierw jedną mamę (lekarza), która miała tożsame poglądy z moimi. Zorganizowałyśmy wykład na ten temat i poprosiliśmy rodziców o pomoc. Przez kilka tygodni szukaliśmy odpowiedniej firmy cateringowej, kilka odwiedziliśmy osobiście, aby zajrzeć nawet do ich spiżarni…Koniec końców, po pół roku zabiegów mamy nową firmę, która nie używa kostek rosołowych, piecze swoje wędliny, serwuje jaglanki, owsianki i piecze własne orkiszowe drożdżówki itd. Da się!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedem − pięć =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.